
|

SPE VACUUS VACUSQUE METU CUBO
MOLE SUB ISTA ET VERE VIVO.
MORTUA VITA, VALE!
Przelatujące nad głową duchy aniołów
opalające swoje skrzydła w zielonej świecy
Boją się
śmierci
To koniec nasz przyjacielu
to koniec mój jedyny aniele
Użyliśmy czarów by przekląć nasze życie
By nie być bezpiecznymi użyliśmy
prastarych kamiennych run
w których przeglądało się oko boga
Tańczyliśmy kołysząc się po magicznym
kręgu życia
Po krawędzi z której raz po raz
ktoś spadał z krzykiem w przepaść
W ekstatycznym tańcu płowej,
bezpłodnej dziewicy ujrzałem mój cel.
Zatracenie, zwariowanie, przemienienie
Igranie ze wszystkim co dla reszty ludzi
stanowi wartość
-nienawiść, -wojna, -pieniądze,
-fałsz, -przemoc,
Tańczyłem z cieniami krawatów
by nie być takimi jak oni
by poznać drugą stronę i
zaprzeczyć sobie samemu
Święto knota
Stańmy się uczuciami innych
Stańmy się wykrzywionym grymasem
parszywości do końca
Stańmy się swoim przeciwstawieniem
swoją drugą stroną lustra
drugą stroną płomienia
Zróbmy sobie miejsce w przytułku
dla starców, opuśćmy pasy latarni,
pokuśmy pas drzew o śpiew,
rozbierzmy się z siebie i
rozbierzmy księżyc
MY...
Uginają się białe mewy
Szare szlaki pieszczą
Nad zbłękitniałą tonią przeznaczenia
lecę donikąd
Nikt nie widział nigdy
Prawdziwego koloru lasu
Prawdziwego jesiotra toni
śpią tam ukryte Czasy
Ukryte litery istnienia w pięknie
Cisze dźwięków rozpoznają nas
W naszych oczach uczucia
Plusk gdy słońce tonie w jeziorze
Szum gdy księżyc na niebo wejść może lub nie
I Ty - tak banalnie ludzki
Lecz wśród obrzmiałych naczyń
Taki delikatny
i dziecinnie nieudaczny
słodki jak sen
i twardy jak niezrozumienie
nieporozumienie
niewytrzymanie mego blasku
i swego cienia tworzy
zakrzywione zwierciadło ulękłych powiązań losu
manipulującego wyindywidualizowanym
obrazem własnego raju
Jestem w bezsilności
Byt kołuje, zatraca się ,egzystuje
właśnie w niej
emanacja bezsilności
transcendentne JA w TOBIE
Nie! TY we władaniu sobą
Ja władam pustynią
niedosłyszalnych słów
tak krzyczą umarli
pod prysznicem żalu za świat
permanentnie rozkołatanym
tylko miłość otwiera
umarłym drzwi raju
Tylko ona kołysze barwami słońca
Ażeby nie były pryzmatem ułudy barwy,
stawia się ją na pierwszym
miejscu w kolejce po Absolut
I oczekuje przy nici, przy
telefonie połączenia z żywymi
Upijam się
w swej bezsilności
Jestem cała NIĄ - miłością
Lecz glob zatrzasnął swe oczy
i nie pozwoli dać mi dawać
Tak bardzo pragnę transcendentalnej
emanacji
Pomyłka
Pragnę immanencji
czuć wewnątrz czucia to co odczuwam
i co czują inni
poczuć ich
SZALENIEC
Zamknięty krąg drzwi
Cichy szaleniec krąży
otwierając kolejne wrota gdzie
chce znaleźć miejsce dla siebie
Pierwsze drzwi:
Staruszka z przemiłym uśmiechem robi na
drutach długi szalik. Uśmiech przyklejony
do twarzy mówi: Syneczku babcia da ci jeść,
syneczku babcia pójdzie na zakupy,
syneczku poleż sobie,
syneczku zostań ze mną!!!
Drzwi zatrzaskują się.
Drugie drzwi otwierają się:
Staruszka z surowym grymasem
zaciśniętych ust wskazuje na kartę praw
zapisanych na jej koszuli.
Drzwi zatrzaskują się.
Trzecie drzwi:
Staruszek pochylony nad gazetą mamrocze
o wojnie, mamrocze o wojnie, mamrocze o
wojnie. Posłuchaj i módl się, pamiętaj, podziwiaj,
szanuj, bądź patriotą.
Drzwi zatrzaskują się.
Czwarte drzwi:
Sala komputerowa, młodzi ludzie
i ich szaleńcze oczy zapatrzone w
monitory, monitory życia.
Drzwi zatrzaskują się.
Piąte drzwi otwierają się:
Piękne blondynki, piękne brunetki, piękne szatynki,
Pokazują ci nogi, wyciągają ręce - portfele, kawior
z ich ust, futra na
ich grzbietach krzyczą: zostań tu,
baw się i nie martw o świat.
Drzwi zatrzaskują się.
Szóste drzwi:
Tu tylko płaczące, opuszczone duchy duchowości.
Drzwi zatrzaskują się.
Siódme drzwi:
Krąg "bogów" . Każdy wykrzykuje w głowy
klęczących przed nimi maluczkich, słowa,
tysiące słów, miliony słów. Szum informacyjny...
Drzwi zatrzaskują się.
Ósme drzwi...zatrzaskują się
Dziewiąte drzwi...zatrzaskują się
Dziesiąte drzwi...
Jedenaste...
Dwunas...
Trzyna...
Czt...
Cichy szaleniec klęczy pośrodku kręgu
otwierających się i zatrzaskujących się w
opętańczym tempie dróg- drzwi. Schował twarz
w dłonie i zapatrzył się w swoją
wewnętrzną wizję. Wstał...
Dławić się będę własną krwią
I przeszłościami duchowieństwa
rozmarzę każdy nowy blask
na twoim bruku przed ołtarzem
Złożę skrzydło zemsty w stalowych
rozjątrzonych komnatach
Ucztować będę i pić zwycięstwo
Po rozdławieniu ,piciu krwi
I dniach zapomnienia
uczta przerodzi się w szaleńczą pogoń
za zmarnotrawionym w strugach życiodajnej siły
I wytrwa czas objawi się wreszcie
jako pani upojenia
Zloty śnieg pod niebem ciał
Świecy krąg rozjaśnia czas
I tylko ja klęcząc tam
Potrafię dać ci to co mam
Bezkres dróg, wichru szal
Zostawia mnie przed drzwiami bram
I tylko ja stojąc tam
Potrafię kochać ludzki szał
Pomruk pól, dudniący grad
Unosi mnie w samotna dal
I tylko ja krzycząc tam
Potrafię czuć to tylko ja
Dlaczego zawsze mówię ja
Czy tylko ja serce mam
I dusza rwie do przodu się
Lecz pozostaje wciąż we mgle
Pragnienia czar zabija sen
Cóż, ja kocham a nikt mnie
Czy przyjdzie czas na Haven krąg
I na poczucie duszy rak?
|

|